AKTUALNOŚCI

Narciarstwo alpejskie – Relacja Redaktora Tadeusza Kwaśniaka
2017-02-23 r.

Kadrowiczka z ambicjami i amator w podartym kombinezonie…

Slalom w kategorii Junior A – dla Śląska. Rywalizację kobiet wygrała Katarzyna Wąsek (SRS Czantoria Ustroń), wśród mężczyzn złoto OOM dla Sylwestra Latuska (AZS AWF Katowice).

Katarzyną Wąsek zaliczyła już w tym roku debiut w zawodach Pucharu Świata w słoweńskim Mariborze. Najlepszym jej wynikiem w 2017 roku było miejsce na podium (3.) w zawodach FIS w niemieckim Suldefeld. W slalomie na zakopiańskiej Harendzie obroniła tytuł mistrzyni Polski w swej kategorii wiekowej (rok temu zdobyty w Czarnej Górze.  Po pierwszym przejeździe na mocno oblodzonej trasie na Harendzie (w nocy padał w Zakopanem deszcz i organizatorzy zawodów stanęli „na głowie”, by stok nadawała się do przeprowadzenia zawodów)  miała dwie sekundy przewagi nad najgroźniejszą rywalką. W drugim powiększyła przewagę do blisko 5 sekund. A przecież na mecie mówiła: „Było ciekawie na trasie, można powiedzieć bardzo różnorodnie.  Ale chociaż sporo dziewczyn wypadało z trasy, to na szczęście nikomu nic się nie stało.  Myślę, że nikt się nie spodziewał, że będą aż tak trudne warunki. Ja też. Było ciężko, więc pojechałam zachowawczo. Nie była to może jakaś super-taktyka, ale okazała się skuteczna. Przyznam, że w drugim przejeździe chciałam ruszyć odważniej, żeby mieć więcej radości z jazdy, ale „głowa nie puściła” i znowu była to jazda głównie z myślą o dojechaniu. Chciałam wygrać, bo to przecież mój ostatni sezon juniorski. Może to nie był najważniejszy cel w tym sezonie, ale radość ze zwycięstwa jest naprawdę duża. Teraz przyjdą te próby najważniejsze, czyli mistrzostwa świata juniorów na początku marca i chciałabym też zaznaczyć swoją obecność na mistrzostwach Polski seniorów. Chcę pojechać na 110% swoich możliwości, a to powinno dać satysfakcjonujący efekt.  A apetyt na taki wynik jest rzeczywiście duży. Z przymrużeniem oka – odnosząc do dzisiejszego dnia („tłusty czwartek”) – mogę go porównać do apetytu na dobre pączki! Teraz już mogę po nie sięgnąć!”

Sylwester Latuska w czwartkowym slalomie na Harendzie zajął w klasyfikacji generalnej drugie miejsce. Lepszy od niego był Francuz Pierre Schmidt (zawody rozgrywano w formule FIS Race, prawo startu mieli zawodnicy spoza granic Polski), ale to reprezentant katowickiego AZS AWF cieszył się złotym medalem OOM. Radość była tym większa, że najgroźniejszego z krajowych rywali  wyprzedził o 0,03 (!) sekundy. „To prawda, że to dodatkowy smaczek. A może potrzebny okruch szczęścia, bo z jazdy nie jestem zadowolony.  Była słaba. Ale szanowałem sekundową przewagę z pierwszego przejazdu i  udało się. Trochę to wszystko było takie „trzymane”, asekuracyjne. Taka jazda nie daje pełnej satysfakcji. Ze zdobytych punktów FIS też trudno będzie być zadowolonym, bo Francuz, z którym przegrałem nie jest jakimś wybitnym zawodnikiem z liczącym się dorobkiem. Moim wzorem alpejczyka jest Marcel Hirscher.  Imponuje mi  przede wszystkim tym, że do drugich przejazdów slalomowych podchodzi tak, jakby w ogóle nie miał nerwów. I zazwyczaj te drugie przejazdy wygrywa. To jest „przekoleś”. 

20-letniego bielszczanina zapamiętać będzie można nie tylko jako mistrza OOM w slalomie, ale także dlatego, że startował w bodaj najbardziej sfatygowanym kombinezonie, z licznymi dowodami przygód na stoku. „On ma już trzy lata. Trochę już przeżył wraz ze mną. Nie jestem w kadrze narodowej, więc o sprzęt muszę się troszczyć sam. Ten kombinezon też sam sobie kupiłem. Często słyszę pytanie, czy warto tak inwestować w coś, co jest tak na dobrą sprawę moją prywatną sprawą, pasją. Mnie to cieszy! Jazdę na nartach łączę z pracą. Muszę też pomagać rodzicom. Ciężko to wszystko połączyć, ale jeszcze jakoś się udaje. Konsekwencją tego jest fakt, że to był mój w tym sezonie dopiero 9. start. Pierwszy, który ukończyłem.  I to pierwszy w życiu wywiad, o jaki zostałem poproszony. Biorąc pod uwagę mój dość przypadkowy sposób trenowania – nie sposób skrywać radość . Jest duża!